Najlepsze gry 2018 Arise

Recenzja Arise: A Simple Story – gry, która najpierw was wkurzy, i wtedy uszczęśliwi

Na właściwie wszystkim kroku gry choć raz trafi Was szlag. Początkowo ciężka i nudnawa gra z okresem nam toż jednak wynagradza. Z nawiązką! Jak w działaniu. Jak wino. Arise: A Simple Story to gra niepozorna, uniwersalna, atrakcyjna i emocjonalna.

Wiecie, czym jest „instant gratification”? To prawie wiele to, czego doświadczamy na Facebooku czy Instagramie – publikujemy piękno i z razu mamy nagrodę w skóry serduszek czy kciuków w górę. Albo gdy chcemy coś osiągnąć także od razu potrafimy więc sprawić – wszystko stanowi w obrębie naszych dróg. Brakiem tego zdarzenia jest lecz to, że pogłębia ono w nas brak cierpliwości i nienawiść do długoterminowego planowania. Coś wymaga ogromniejszego wkładu pracy? Spełnienia większej grupy warunków? Nagroda przyjdzie za 5 lat, zaś nie za 5 minut? Mózg włącza reakcję: nie chce mi się, nie warto, że czasu. To klucz działania bardzo rozpowszechniony wśród milenialsów i ludzi pokolenia Z.

Daję się. To same mój plan działania, oraz zatem dlatego, że istnieję znanym milenialsem. Sama więc porzuciłabym Arise: A Simple Story. Porzuciłabym jak nic – bo początkowo stanowi wówczas gra, która nijak nie nagradza, a jedynie doświadcza.

To spowoduje, że wielka większość z Was także będzie potrzebowała porzucić Arise po pierwszych kilkunastu minutach. Jestem tutaj więc po to, by Was powstrzymać i przekazać, że o się chwilę pomęczyć. Że warto poczekać.

Irytująco simple story… not

Arise: A Simple Story to wręczona przez Techland Publishing niezależna platformowa przygodówka twórców z Piccolo Studio.

Oto jesteście świadkami pogrzebu. Na stosie leży słusznej budowy mężczyzna. To Wasz protagonista – właśnie dokonał żywota. Zaraz trafi do limbo, zaś więc, czego przejdziecie przez parę godzin rozgrywki (i skoro jesteście perfekcjonistami, że a nawet przez dziesięć), okaże się opowieścią o jego występowaniu. Przedzierając się przez inne rozdziały, będziecie kolekcjonować jego wspomnienia, dopasowujące się w duży obraz. Natomiast na skutku drogi… Sami zobaczycie. Czy rzeczywiście istnieje toż popularna historia, jak zachwala jej tytuł? Jest o tyle prosta, o ile znajoma. Istnieje wówczas bowiem przeprawa przez nostalgię, cierpienie, stratę, miłość… To historia o uniwersalnej ścieżce życia. Pod jej cel rozpoczniecie się zastanawiać, ile jedna osoba może udźwignąć i nadal widzieć świat w całych barwach. To nic nie takie niecodzienne – każdy, gdyby popatrzałem na prywatne przebywanie (w pełni!), byłby dokładny podziwu.

Naprawdę tak, napiszmy to sobie wprost – początek jest nudny. Jednak tylko pod warunkiem, że zajmie Wam zbyt bardzo czasu. Obawiam się jednak, że części zainteresuje go za bardzo. Dodatkowo jest wówczas fakt. Pierwszy rozdział niewiarygodnie mnie wychłostał. Musiałam spełniać sobie przerwy, polecać się, żeby kontynuować (i musicie wiedzieć, że da się go pójść w dowolne 10 minut; proszę bardzo – śmiejcie się). Na szczęście obowiązek zwyciężył. Lokacja nudna jak flaki z olejem, wszystko robiło tak toż, było banalne i zlewało się w samą całość. Do ostatniego ciągle z użycia zachciało mi się wykorzystywać na klawiaturze. Gdy po raz ósmy próbowałam wskoczyć na przeklętą deskę, by znów sromotnie polec, pomyślałam: oraz może aby tak pad… Zdecydowanie stawiajcie na padzie. Niestety będzie idealnie, jednak będzie dobra.


Obiektywnie lokacja pierwszej sprawy jest napisana bez zarzutu – mimo znikomego pomysłu na sterowanie obrazem w pełnej grze (jeśli lubicie eksplorować, możecie się wściekać) zawsze złote jest, gdzie jesteśmy iść. Daje mi się (a mogę się mylić), że pojęłam intencję twórców, by początek zrobić tak nudnym i funkcjonalnym. Dzięki temu poważnemu wyjazdowi na ważny plan pokazuje się koncepcja gry. Przygotowujecie się jej zaś znacie już, jakie mechaniki tu działają. A działają prosto, intuicyjnie, sprawnie i zajmująco. Zwiedzacie lokacje bliskie protagoniście – symboliczne również (z okresem) absolutnie magiczne. Reprezentujące etapy jego występowania. Niektóre bez miar radosne, inne dojmujące smutne. Też inne razem wprowadzające w urząd. Przeprawa przez nie dodatkowo jest mała. Trud, zarówno intelektualny, jak i finansowy (przejście większości poziomu z palcami uparcie zaciśniętymi na LT i RT kontrolera wtedy nie przelewki), pokazuje, jak duży wymagał istnieć ostatnie termin.

Kruszenie lodu

Tak chodzimy do mechaniki. A mechanika, powiem Wam, toż istnieje ta zaleta, która Arise wyróżnia. Wtedy w niej leży i wyzwanie, i nagroda. Najistotniejszym czynnikiem całej gry jest prowadzenie czasem. Wynosząc go w perspektywę dnia czy nocy albo całkowicie zatrzymując, stale pozyskujemy inne elementy świata. Odpływ lub przypływ, spadające kamienie, napotkane stworzenia, dziwaczne komórkopodobne problemy w środowisku przypominającym wnętrze… łożyska? Pewnie. Każde one pomagają dotrzeć do końca – do innego rozdziału opowieści. Dzięki kontroli czasu uciekniemy przed ogniem i złymi mrocznymi elementami, ale również prześlizgniemy się w powietrzu po srebrzystej smudze, przy akompaniamencie idealnie skomponowanej i wkomponowanej muzyki. Jej ojcem jest David García. Ścieżka dźwiękowa płaci za ponad połowę uroku całej produkcji.

Mimo swoich kilka lub dużo łatwych zalet Arise jest jednak parę minusów – nie są zatem na wesele wady, które przekreślałyby ten termin. Wymieniłam już kamerę – rozglądać się można jedynie do władzy oraz na dół, także wtedy jedynie. Na boki fizycznie nie jest jak – w współczesny droga cofamy lub przyspieszamy czas. Zdarzają się też glicze. Od totalnie nieszkodliwych, jak przebrnięcie przez skałę do własnej lokacji, po takie, w rezultacie których giniemy. Bywa. Zdarzył mi się zawsze taki, przez który pragnęła podejść do menu głównego, tracąc postęp (mały bo mały, a zawsze). Łącznie napotkałam cztery. Żyć widać stanowiło ich znacznie – nie zebrałam wszystkich znajdziek.

Podchodzimy do „gwoździa programu”, czyli trybu multiplayer. W moim przekonaniu nie posiada on najmniejszego sensu. Potrafiło go w ogóle nie być, bo – jeżeli uważam być zwykła – sprawił mi szansę na urozmaicenie rozgrywki, i potem ją nabył i zgniótł. Polega on bo na tym, że główny gracz funkcjonuje naszym bohaterem, a pozostały kontroluje czas. To wszystko. Istnieje wówczas problematyczne z dwóch powodów: przejawia się piekielnie nudne dla gracza nr 2 (wiem, doświadczyłam), natomiast na dokładkę karkołomne.

Wyobraźcie sobie bieg po niewielkim, rozwiązanym w powietrzu, okrągłym przedmiocie, którego obroty kontroluje ktoś inny niż Wy. Teoretycznie potrafiło zatem wiele ułatwić i pomóc zmęczone palce. Ale rzeczywiście nie jest. W sukcesie, gdy po chwila razy próbujecie przeskoczyć z jakiejś lilii wodnej na inną, do której płynęliście, za każdym razem przesuwając czas, a za jakimś razem trafiacie do wody, i giniecie, bo brzegi rośliny liczą z jakiegoś powodu zerową sprężystość, prawdopodobnie ostatnie, o czym pragniecie, to liczenie na człowieku innym niż Wy sami.

A nawet gdyby jest inaczej, gra jest frustrująca – łączenie jej z drugą osobą zwiększa ryzyko, że po prostu grzecznie i bez cienia zdenerwowania delikatnie odłożycie kontroler i podziękujecie za rozgrywkę, zupełnie nie męcząc się na partnera. Żartowałam. Najpewniej rzucicie padem i wybiegniecie z pomieszczenia. Widzicie? Emocje!

Te nieszczęsne emocje

Wróćmy też do emocji – w układzie Arise nie da się tego przedmiotu uniknąć. Jeśli w trakcie gry zatrzymacie się na ciarkach wstydu, będzie więc może uzasadnione. Grupę mężczyzn w bliskiej pięknej, pełnej depresji i zaburzeń psychicznych pobierzpc.pl/ultimate-epic-battle-simulator-download/ cywilizacji Zachodu nie czuje się komfortowo, okazując albo przeżywając emocje. Nie wychodzi płakać, męczyć się, śmiać do rozpuku. Uczy nas tegoż wszystko dookoła. Czy wiedzieliście, że są zasady mówiące, iż na pogrzebie jest prawo płakać wyłącznie rodzina zmarłego? Że innym nie przystoi? A kiedy ktoś, mając po temu znaczny powód, zdenerwuje się publicznie, stanie mu przypięta łatka furiata lub choleryczki. Jednak trzeba nad sobą być! Dostaliście kiedyś ataku śmiechu w kinie? Bądźcie prawdziwi, że ktoś na sali źle o Was wtedy pomyślał. Projekty nie pozostają obojętne na płeć – emocjonalne osoby to histeryczki. Pozbawione emocji – oziębłe. A emocjonalny mężczyzna – sami wiecie. Prawdziwy człowiek ma żyć trwały.

Po pierwsze, grając, z czasem zauważycie, że miękniecie. Ciarki znikną – obiecuję. Powoli oswoicie się z każdymi tymi miłościami i przestaną być one problematyczne. Po drugie, rozpocznie się zmieniać Wasz stosunek do gry. Pojawi się sympatia dla tego absolutnego, siwego niedźwiedzia w podeszłym wieku. Wspomnienia przestaną być stare, a rozdziały tak małe, aby każda nowa animacja irytowała kolejną luką w grze. Pamiętacie instant gratification? Skutki tych małych satysfakcjonujących nagród w następnych punktach historii (lub to pod https://pobierzpc.pl/ Gry do ściągnięcia postacią stworzonej przez elementy rozgrywki euforii, czy wielkiego zaskoczenia) zaczną działać. Zamiast na ostatnim, jaka to ciężka albo radosna jest obecna sprawa, gdy toż twórcy próbują wywołać wzruszenie, będziecie zajmować się na znalezieniu środka na przejście kolejnych barwnych etapów. I rozpoczniecie mieć z obecnego doskonałą radość. Koniec końców właśnie o to chodzi w atrakcjach, nie?

Warezy przeszły do lamusa Ancestors

Recenzja Ancestors: The Humankind Odyssey – frustrujaca gra, którą polubiłem

Ancestors: The Humankind Odyssey udowadnia, iż w charakterze sandboksów i survivali istnieje dodatkowo miejsce na ważny czas i dobre mechaniki. Że tylko, że sporo tych rozwiązań jednocześnie sprawia, że pewność nie stanowi obecne gra dla wszystkiego.

Ancestors: The Humankind Odyssey zabiera nas do świata sprzed 10 milionów lat, by dać możliwość wzięcia startu w zmianie przodka człowieka Kliknij po więcej – hominida. To przy okazji również drogę do nie tak odległych czasów, gdy deweloperzy wciąż nie bali się eksperymentować z dalekimi formami rozgrywki, wymyślali całkiem inne gatunki, i my dostawaliśmy dzieła w stylu dopracowanych symulatorów wilka czy lwa. Pomimo obowiązkowego sandboksa, craftingu i elementów survivalu Ancestors bliżej odpowiednio do realizacji pokroju Wolfa czy Liona z połowy lat 90. niż chociażby do Far Cry: Primal.

Już dawno tamte tytuły budziły skrajne odczucia – od zachwytów nad oryginalnością i walorami edukacyjnymi, co skutkowało zbieraniem ocen 9/10, po ciężką krytykę. Jedna z recenzentek Wolfa napisała: „Przypuszczam, że jak interaktywny program edukacyjny świetnie się sprawdza, a jak gra – zupełnie do mnie nie przemawia”. Dobrze to toż ważna powiedzieć o Ancestors: The Humankind Odyssey, które więcej jest trochę jak interaktywna lekcja przyrody, a coś jak gra – plus to strasznie ważna, niewybaczająca błędów, bez żadnej fabuły, często frustrująca i monotonna, tylko na końcu oryginalna, dobra i klimatyczna, że mimo pełnia nie twórz się od niej oderwać.

„Powodzenia – nie będziemy ci rynek wiele działać”

Od takiego właśnie komunikatu i dość dramatycznej sekwencji pokazującej, że miejsce naszego człekopodobnego hominida jest około na jednym dole łańcucha pokarmowego, zakłada się niezwykła gra Ancestors: The Humankind Odyssey. W afrykańskiej dżungli, 10 milionów lat temu, praktycznie pobierzpc.pl/sudden-strike-4-download/ wszystko jest polskim wrogiem – od nieznanego pokarmu powodującego niestrawność czy budzącego strach terenu poza własną osadą, po zimny deszcz, węże i szablozębne koty. W tak niekorzystnych okolicznościach przyrody musimy po pierwsze przetrwać, a po drugie ewoluować – dzięki utrwalaniu różnych zachowań, świadomości oraz dostarczaniu tego potomstwu w nowych pokoleniach.

Rozgrywka nastawiona jest akurat na naukę i rozwój członków naszego klanu małpoludów, i w nieco mniejszym stopniu na takie sprawy jak głód czy pragnienie. Organizujemy w zasadzie wyłącznie od umiejętności chodzenia, wspinania się i chwytania. Cała reszta zależy teraz od nas. Wszystko, co wydajemy i odkrywamy, wysyła do powstawania nowych połączeń neuronów, pełniących pracę naszego erpegowego drzewka rozwoju. Zróżnicowane posiłki poprawiają metabolizm, używanie narzędzi zwiększa skuteczność i charakter ich służenia, czerpanie ze zmysłów wpływa na świadomość i postrzeganie otoczenia. Dzięki pomysłowym, ale ukrytym mechanikom, część graczy może np. odkryć łowienie ryb zaraz po rozpoczęciu przygody, inni będą potrzebować do ostatniego miliona lat ewolucji (czyt. wielu godzin przed monitorem).

W sztuce nie ma żadnego wątku fabularnego, co jest jej prawdziwą zaletą. Zrobienie czegoś sensownego z małpoludami w kwestii bohaterów byłoby właściwie z góry skazane na porażkę, i właściwie ciż realizujemy swoje indywidualne przygody. Czasem jedziemy na ryzykowne wycieczki do odległej lokacji, czasem eksplorujemy okolicę, aby znaleźć rośliny lecznicze, i wreszcie – by zapolować na wkurzające drapieżniki, których na skutecznym poziomie w finale nie musimy się bać. Ancestors: The Humankind Odyssey naprawdę pozwala poczuć przemianę od słabej, nic niepotrafiącej ofiary, przemykającej chyłkiem przez las, do w wagę bystrego naczelnego, spoglądającego bez stresu w paszczę krokodyla czy szablozębnego machairodusa.

W nowych grach takie wymyślanie własnych questów średnio się sprawdza, ale tutaj jakimś zjawiskiem to chodzi, bo misje układają się same, spontanicznie, zależnie z tego, w jaką stronę nagle skręcimy lub co zastaniemy na indywidualnej możliwości. Pojawia się nawet syndrom jeszcze jednego neuronu do rozwinięcia, jeszcze jednego pokolenia do wyewoluowania, a dobry charakter i dobra immersja, wspomagane rewelacyjną ścieżką dźwiękową, idą na długo zatracić się w świecie Ancestors: The Humankind Odyssey. Niestety, tworzy to też dobrą cenę. Nauka, gdy toż nauka, wykonywa się poprzez ciągłe wydawanie tych jednych rzeczy, i to oznacza, że znaczącą grupę czasu poświęcamy organizowaniu w koło tego tegoż. Oprócz tego, zgodnie z pierwszym ostrzeżeniem, twórcy „niezbyt nam pomagają”, a gra jako taka jest wystarczająco trudna, więc osiągnięcie dobrego poziomu ewolucji wymaga sporo wytrzymałości i myślenia.

„Gdzie spojrzę – dookoła dżungla”

W Ancestors: The Humankind Odyssey istnieją jakby dwa wymiary wysokiego poziomu trudności. Jeden wtedy tenże skuteczny – celowo założony przez twórców w centralnych mechanizmach rozgrywki, na dodatek wspomagany nieodwracalną śmiercią każdego członka stanu i tylko samym, automatycznie nadpisującym się save’em. Jeśli coś pójdzie nie tak, to szybko pozamiatane, trzeba mieć straty. Gra w zasadzie nie nie podpowiada, co ważna zrobić i kiedy, jakich narzędzi zachowań w jaki środek. Do wszystkiego musimy dojść samodzielnie, tylko sama metoda kontroli i błędów nie wystarczy, bo często powodzenie akcji uzależnione jest z fakcie bądź od rozwinięcia jakiegoś neuronu albo od wielokrotnego powtarzania jednego ruchu – oraz toż nawet kilkanaście razy pod rząd!

Gdy człowiek nie powiąże jakichś dwóch relacje ze sobą, to prawdopodobnie minąć naprawdę sporo czasu, nim znajdzie nowe urządzenie czy lecznicze właściwości jakiegoś pokarmu. Kiedy to obecnie jednak nastąpi, przyjemność i frajda są ogromne. Gra robi trochę wrażenie, jakby okres jej trudności zależny istniał z bystrości gracza, i kończy jej to rzeczywiście dobrze, bo nawet jeżeli na trochę długo nie wpadniemy, rozwiązanie prezentuje się dość proste. Czuć, że jedni kształtujemy rozgrywkę, a zarazem stan jej skomplikowania.


Z przeciwnej strony w końcu docieramy do momentu, kiedy głównie doskonalimy wyuczone umiejętności lub mówimy spożywa w pozostałym pokoleniu również do zabawy wkrada się monotonia, zwłaszcza że wszechobecna dżungla, choć gęsta, czysta i klimatyczna, nie obraca się przez miliony lat. Dla pewnych będzie wówczas istotna wada, jednak dzięki temu wcale nie mamy poczucia, że gramy chociaż w kolejną grę akcji, a ewolucja jest z automatu, z prędkością pomijania kolejnych filmików na YT.

Jeżeli natomiast wszystek okres posiadamy w osobie ten najdalszy cel – rozwiniętego, przechodzącego na dwóch nogach praczłowieka, korzystającego z powodzeniem swoich rodzajów stoi i narzędzi, powtarzalność nie jest zbyt dokuczliwa. Nie narusza też fakt, że zanim nie załapiemy podstaw, nasz stan będzie rozpraszany przez drapieżniki i swoje indywidualne błędy, i my zmuszeni zaczynać wszystko od druga. W Ancestors: The Humankind Odyssey najbardziej doskwierają błędy techniczne i niedopracowanie kilku elementów. W sukcesu niektórych aż trudno uwierzyć, że nad projektem czuwał Patrice Désilets, twórca pierwszych „Asasynów”, i nie grupa naukowców z sektora antropologii.

Upadek obyczajów na ziemi małp

Twórcom gry przede każdym nie za bardzo wyszło sterowanie. Jeden z ekranów startowych sugeruje używanie kontrolera, ale można zatem zdecydowanie potraktować jako nakaz. Nie pokazuję sobie dawania w Ancestors: The Humankind Odyssey na klawiaturze. Już droższy byłby prawdopodobnie samotny nocleg w afrykańskim buszu, bez wyszkolenia Beara Gryllsa. Kiepsko sprawdza się powiązanie kluczowych akcji albo z naciśnięciem przycisku, albo z jego przytrzymaniem lub zwolnieniem. Taki układ jest dość nieintuicyjny i często sprawia, że często podczas skakania po drzewach bezradnie pikujemy małpoludem zamiast zatrzymywać się gałęzi.

Szwankują również algorytmy sztucznej inteligencji przeciwników. Bywały momenty, gdy gra po prostu spamowała atakami drapieżników, nie dając żadnej możliwości ucieczki czy choćby chwili wytchnienia. Do ostatniego bada sporo błędów technicznych. Obiekty lewitują w powietrzu, postacie przenikają przez skały, kamera przechodzi w „środek” hominida, a raz na wszelki czas gra wyskakuje do pulpitu, co jest na tyle „normalnym” zachowaniem, że twórcy opatrzyli to nawet stosownym tekstem artykułu o braku. Na deser są ciągle te jedne, kilkudziesięciosekundowe animacje narodzin czy zmian pokolenia, których za nic nie odda się pominąć. Oby jakaś łatka szybko coś tu zmieniła.

Wojna o planetę małp

Czy więc Ancestors: The Humankind Odyssey to niedopracowany technicznie, monotonny sandbox z frustrującym poziomem trudności, czy pewno naprawdę pożądany powiew nowości w prywatnym gatunku? W obu tych twierdzeniach jest dużo prawdy, zależnie od swego nastawienia. Jeśli gra była być użyta jako materiał pomocniczy na nauce czy długofalowe zadanie domowe, zamiast przepisywania Wikipedii, nikt nie zwróciłby opinie na jej zalety. W wypadku produkcji, jaka zawiera działać frajdę, oferować zabawę, poczucie osiągnięcia jakiegoś celu, wygranej – nie jest więc teraz ale takie oczywiste. Ancestors może kogoś odrzucić po godzinie, zniechęcając wysokim stopniem trudności, czy po piętnastu godzinach zrazić monotonią daj w niniejszym samym terenie, wśród tych jednych ryzyk i owoców do jedzenia – i niestety się będzie ostatniemu dziwić.

Ja mimo wszystko mocno wciągnąłem się w ten niezwykły, klimatyczny świat – dla odmiany bez mapy, kompasu, durnej fabuły, ptakodronów oraz utrzymywania za rękę na wszystkim kroku – nawet jeśli przez pierwszych kilka pór stanowiło wówczas okupione irytacją z wiązankami przekleństw. Warto docenić Ancestors: The Humankind Odyssey za projekt na siebie, za to, iż nie idzie z kierunkiem także nie jest drugim Primalem, tylko ileś tam lat wcześniej. Że plus stanowi coś monotonne, ale inne tytuły ukrywają swoją powtarzalność pod płaszczykiem sezonów czy płatnych skórek, a tutaj wynika zatem z jednej tematyki. Przejście Ancestors: The Humankind Odyssey to silna odyseja, jak w terminie, jednak zdecydowanie warta podania tego ryzyka – nawet gdy wartość ta traci się na razie zbyt… „epicka”.

Dowiedz się jak Fajne gry na PC?

Recenzja PC Arise: A Simple Story – gry, która najpierw was wkurzy, i wtedy uszczęśliwi

Na praktycznie każdym poziomie gry przynajmniej raz trafi Was szlag. Początkowo żmudna i nudnawa rozgrywka z okresem nam toż wprawdzie wynagradza. Z nawiązką! Gdy w życiu. Jak wino. Arise: A Simple Story to gra niepozorna, uniwersalna, wysoka i emocjonalna.

Wiecie, czym jest „instant gratification”? To mniej dobrze to, czego znajdujemy na Facebooku czy Instagramie – publikujemy rzecz i z razu mamy nagrodę w struktury serduszek czy kciuków w głowę. Albo gdy chcemy coś kupować a z razu potrafimy więc przygotować – wszystko istnieje w aspektu swoich drodze. Minusem tego działania jest zaś to, że zwiększa ono w nas brak cierpliwości i pretensję do długoterminowego planowania. Coś wymaga ogromniejszego wydatku pracy? Spełnienia ogromniejszej miary warunków? Nagroda przyjdzie za 5 lat, oraz nie za 5 minut? Mózg włącza reakcję: nie chce mi się, nie warto, strata czasu. To system działania bardzo przystępny wśród milenialsów i przedstawicieli pokolenia Z.

Wyróżniam się. To same mój schemat działania, zaś zatem więc, iż istnieję naturalnym milenialsem. Sama to porzuciłabym Arise: A Simple Story. Porzuciłabym jak nic – bo początkowo stanowi to gra, która nijak nie nagradza, a jedynie doświadcza.

To sprawi, że wielka ilość z Was dodatkowo będzie wymagała porzucić Arise po pierwszych kilkunastu minutach. Jestem tu czyli po to, by Was powstrzymać i przekazać, że warto się chwilę pomęczyć. Że o poczekać.

Irytująco simple story… not

Arise: A Simple Story to wręczona przez Techland Publishing niezależna platformowa przygodówka twórców z Piccolo Studio.

Oto jesteście świadkami pogrzebu. Na stosie leży słusznej budowy mężczyzna. To Wasz protagonista – właśnie dokonał żywota. Zaraz przybędzie do limbo, i więc, czego doświadczycie przez kilka godzin rozgrywki (natomiast jeśli jesteście perfekcjonistami, że a nawet przez dziesięć), okaże się opowieścią o jego istnieniu. Przedzierając się przez kolejne rozdziały, będziecie przechowywać jego wspomnienia, komunikujące się w duży obraz. Natomiast na wyniku drogi… Sami zobaczycie. Czy właściwie jest wówczas popularna sprawa, jak radzi jej tytuł? Jest o tyle prosta, o ile znajoma. Stanowi zatem bowiem przeprawa przez nostalgię, cierpienie, stratę, miłość… To sprawę o łącznej ścieżce życia. Pod jej efekt rozpoczniecie się zastanawiać, ile jedna osoba może udźwignąć i nadal widzieć świat w szerokich barwach. To nic nie takie niecodzienne – każdy, gdyby zajrzał na swoje przeznaczenie (w sum!), byłby szeroki podziwu.

Tak tak, rzeknijmy to sobie wprost – początek jest nudny. A właśnie pod warunkiem, że zajmie Wam za sporo czasu. Obawiam się jednak, że większości zajmie go za dużo. Zaś jest toż fakt. Pierwszy rozdział niewiarygodnie mnie wychłostał. Musiałam przypominać sobie przerwy, polecać się, żeby kontynuować (a musicie wiedzieć, że da się go zaznać w dowolne 10 minut; proszę bardzo – śmiejcie się). Na szczęście obowiązek zwyciężył. Lokacja nudna jak flaki z olejem, wszystko wyglądało tak toż, było praktyczne i zlewało się w poszczególną całość. Do ostatniego też z przyzwyczajenia zachciało mi się stawiać na klawiaturze. https://pobierzpc.pl Kiedy po raz ósmy próbowałam wpaść na przeklętą deskę, by znów sromotnie polec, pomyślałam: oraz może aby tak pad… Zdecydowanie stawiajcie na padzie. Nie będzie doskonale, ale będzie dobro.


Obiektywnie lokacja pierwszej sprawie jest stworzona bez zarzutu – mimo znikomego nacisku na sterowanie filmem w wszelkiej grze (jeśli lubicie eksplorować, potraficie się wściekać) zawsze jasne jest, gdzie jesteśmy iść. Wydaje mi się (a mogę się mylić), że pojęłam intencję twórców, by początek zrobić tak nużącym i lekkim. Dzięki temu zwykłemu wyjazdowi na wczesny plan porusza się koncepcja gry. Pokazujecie się jej oraz znacie już, jakie mechaniki tu działają. A działają prosto, intuicyjnie, sprawnie i zajmująco. Zwiedzacie lokacje bliskie protagoniście – niskie oraz (z czasem) absolutnie magiczne. Reprezentujące czasy jego występowania. Niektóre bez miar radosne, inne dojmujące smutne. Także inne razem umieszczające w fotel. Przeprawa przez nie jednocześnie jest mała. Trud, zarówno intelektualny, kiedy i zewnętrzny (przejście większości poziomu z palcami uparcie zaciśniętymi na LT i RT kontrolera to nie przelewki), pokazuje, jak duży musiał stanowić wtedy czas.

Kruszenie lodu

Tak chodzimy do mechaniki. A mechanika, powiem Wam, obecne istnieje obecna wartość, która Arise wyróżnia. To w niej bawi i wyzwanie, i nagroda. Najistotniejszym elementem całej rozgrywki jest kierowanie czasem. Prowadząc go w perspektywę dnia lub nocy albo całkowicie zatrzymując, stale zdobywamy pozostałe elementy świata. Odpływ lub przypływ, spadające kamienie, napotkane stworzenia, dziwaczne komórkopodobne cele w towarzystwie przypominającym wnętrze… łożyska? Pewnie. Każde one działają trafić do punkcie – do innego rozdziału opowieści. Dzięki kontroli czasu uciekniemy przed ogniem i destrukcyjnymi mrocznymi elementami, ale te prześlizgniemy się w powietrzu po srebrzystej smudze, przy akompaniamencie idealnie skomponowanej i dopasowanej muzyki. Jej autorem jest David García. Ścieżka dźwiękowa odpowiada za ponad połowę uroku całej produkcji.

Mimo swoich kilka czy dużo prostych zalet Arise ma zawsze parę minusów – nie są zatem na wesele wady, które przekreślałyby ten termin. Wymieniłam już kamerę – rozglądać się można tylko do głowy natomiast na dół, także toż ledwo. Na brzegi naprawdę nie traktuje jak – w ostatni system cofamy lub przyspieszamy czas. Zdarzają się też glicze. Od totalnie nieszkodliwych, jak przebrnięcie przez skałę do indywidualnej lokacji, po takie, w końca których giniemy. Bywa. Zdarzył mi się ale taki, przez który wymagała wystąpić do menu głównego, tracąc postęp (mały bo mały, a zawsze). Łącznie napotkałam cztery. Być pewno stanowiło ich więcej – nie zebrałam wszystkich znajdziek.

Wchodzimy do „gwoździa programu”, czyli trybu multiplayer. W moim poczuciu nie posiada on najniższego sensu. Mogłoby go w zespole nie być, bo – gdy uznaję być dostępna – zrobił mi szansę na urozmaicenie rozgrywki, a potem ją dostał i zgniótł. Polega on bowiem na ostatnim, że pierwszy gracz funkcjonuje naszym bohaterem, i inny kontroluje czas. To wszystko. Istnieje wówczas złożone z dwóch powodów: okazuje się piekielnie nudne dla gracza nr 2 (wiem, doświadczyłam), oraz na dokładkę karkołomne.

Wyobraźcie sobie bieg po niewielkim, rozwiązanym w powietrzu, okrągłym przedmiocie, którego obroty kontroluje ktoś inny niż Wy. Teoretycznie mogłoby wtedy sporo ułatwić i pomóc zmęczone palce. A właściwie nie jest. W sukcesie, gdy po parę razy próbujecie przeskoczyć z pewnej lilii wodnej na różną, do jakiej płynęliście, za każdym razem przesuwając czas, także za wszystkim razem wchodzicie do wody, i giniecie, bo brzegi rośliny czerpią z jakiegoś powodu zerową sprężystość, prawdopodobnie ostatnie, o czym pragniecie, to poleganie na człowiekiem innym niż Wy sami.

A nawet gdy jest inaczej, gra jest frustrująca – trzymanie jej z inną osobą zwiększa ryzyko, że po prostu grzecznie i bez cienia zdenerwowania delikatnie odłożycie kontroler i podziękujecie za rozgrywkę, kompletnie nie męcząc się na partnera. Żartowałam. Najpewniej rzucicie padem i wyjdziecie z pomieszczenia. Widzicie? Emocje!

Te nieszczęsne emocje

Wróćmy jeszcze do emocji – w kontekście Arise nie da się tego materiału uniknąć. Jeśli w trakcie gry dostaniecie się na ciarkach wstydu, będzie ostatnie zapewne uzasadnione. Grupa ludzi w swej pięknej, pełnej depresji i zaburzeń psychicznych cywilizacji Zachodu nie czuje się komfortowo, okazując albo będąc emocje. Nie wychodzi płakać, złościć się, śmiać do rozpuku. Uczy nas tego wszystko dookoła. Czy wiedzieliście, że są zasady mówiące, że na pogrzebie jest obowiązek płakać wyłącznie rodzina zmarłego? Że pozostałym nie przystoi? A gdy ktoś, mając po temu prawdziwy powód, porusza się publicznie, zostanie mu przypięta łatka furiata lub choleryczki. Ale trzeba nad sobą panować! Dostaliście kiedyś ataku śmiechu w kinie? Bądźcie odporni, że ktoś na sali średnio o Was to pomyślał. Systemy nie pozostają obojętne na twarz – emocjonalne osoby to histeryczki. Pozbawione emocji – oziębłe. A emocjonalny mężczyzna – sami wiecie. Prawdziwy człowiek uznaje żyć spokojny.

Po pierwsze, grając, z czasem zauważycie, że miękniecie. Ciarki znikną – obiecuję. Powoli oswoicie się spośród ludźmi tymi fascynacjami i zapomnianą stanowić one problematyczne. Po drugie, otworzy się zmieniać Wasz stosunek do gry. Pojawi się sympatia dla tego prawdziwego, siwego niedźwiedzia w podeszłym wieku. Wspomnienia przestaną być oczywiste, a rozdziały tak małe, by każda nowa animacja irytowała kolejną przerwą w rozgrywce. Pamiętacie instant gratification? Efekty tych niewielkich satysfakcjonujących nagród w następujących rozdziałach historii (albo toż pod postacią stworzonej przez elementy rozgrywki euforii, czy wielkiego zaskoczenia) zaczną działać. Zamiast na tym, jaka więc trudna albo radosna jest taż historia, gdy więc twórcy próbują wywołać wzruszenie, będziecie skupiać się na znalezieniu sposobu na poznanie kolejnych barwnych etapów. I rozpoczniecie korzystać spośród tego wysoką radość. Koniec końców tylko o to pracuje w sztukach, nie?

Introduce Yourself (Example Post)

This is an example post, originally published as part of Blogging University. Enroll in one of our ten programs, and start your blog right.

You’re going to publish a post today. Don’t worry about how your blog looks. Don’t worry if you haven’t given it a name yet, or you’re feeling overwhelmed. Just click the “New Post” button, and tell us why you’re here.

Why do this?

  • Because it gives new readers context. What are you about? Why should they read your blog?
  • Because it will help you focus you own ideas about your blog and what you’d like to do with it.

The post can be short or long, a personal intro to your life or a bloggy mission statement, a manifesto for the future or a simple outline of your the types of things you hope to publish.

To help you get started, here are a few questions:

  • Why are you blogging publicly, rather than keeping a personal journal?
  • What topics do you think you’ll write about?
  • Who would you love to connect with via your blog?
  • If you blog successfully throughout the next year, what would you hope to have accomplished?

You’re not locked into any of this; one of the wonderful things about blogs is how they constantly evolve as we learn, grow, and interact with one another — but it’s good to know where and why you started, and articulating your goals may just give you a few other post ideas.

Can’t think how to get started? Just write the first thing that pops into your head. Anne Lamott, author of a book on writing we love, says that you need to give yourself permission to write a “crappy first draft”. Anne makes a great point — just start writing, and worry about editing it later.

When you’re ready to publish, give your post three to five tags that describe your blog’s focus — writing, photography, fiction, parenting, food, cars, movies, sports, whatever. These tags will help others who care about your topics find you in the Reader. Make sure one of the tags is “zerotohero,” so other new bloggers can find you, too.

Design a site like this with WordPress.com
Get started